Przyciski

piątek, 26 kwietnia 2019

Orange Is the New Black


„Orange Is the New Black” – brzmi jak ogłoszenie najmodniejszego koloru sezonu. Biorąc pod uwagę trendy na wiosnę-lato 2019, to wyróżnienie pomarańczowego wydaje się nawet zasadne. Na liście najmodniejszych kolorów według Instytutu Pantone, znalazły się aż trzy odcienie tej ciepłej barwy. „Turmeric” – intensywny i soczysty, „Living Coral” – z domieszką koralowego pigmentu, „Mango Mojito” – kolor z pogranicza pomarańczowego i żółtego. Który z nich będzie najlepszym wyborem na najbliższe miesiące? Dla mnie bez wątpienia żaden. Mimo tego, że wszelkie odcienie pomarańczy absolutnie do mnie nie pasują, to w ubiegłym roku kupiłam sukienkę właśnie w takiej tonacji. To jednak nie jej tyczy się tytuł dzisiejszego wpisu. Tym razem będzie mniej o modzie, a więcej o spędzaniu wolnego czasu i to nie na zakupach.



„Orange Is the New Black” to serial, który ostatnio pochłania sporo mojego czasu. Fakt, że odkąd wyprowadziłam się z domu nie mam telewizora jest dla wielu osób wręcz szokujący. Jeszcze większe zdziwienie maluje się na ich twarzach, kiedy dodaję, że w przyszłości również nie zamierzam go mieć. Planowanie czasu pod program telewizyjny po prostu nie jest dla mnie. Swoje powody musiałam nawet wymienić w karnym wypracowaniu, które przydzielono mi w liceum. Byłam nieliczną, a może nawet jedyną osobą, choć tego dokładnie nie pamiętam, która zadeklarowała, że nie ogląda telewizji. Już wtedy jednak byłam mocno uzależniona od zagranicznych seriali, które były dostępne w internecie. W tamtym czasie, jeżeli dobrze pamiętam moimi hitami były: „Gossip Girl”, „Desperate Housewives”, „One Tree Hill”, „Lost”, „Prison Break” i pewnie kilka innych. W kolejnych latach oglądałam również: „Breaking Bed”, „Dexter”, „Grey’s Anatomy”, “Hannibal”, „Sex and the City”, „Stranger Things”, “The Handmaid's Tale”, „House of Cards”, “American Crime Story”, “Castle Rock” i na tym wcale nie koniec. Oprócz nich przez cały czas towarzyszy mi też mój ulubiony serial, czyli „Friends”.



Wiedziałam, że wykupienie abonamentu na Netflixie, to w moim przypadku nie będzie zbyt rozsądna decyzja i miałam rację. Najpierw obejrzałam dokument, którego po prostu nigdzie, poza tym serwisem nie było. Zaczęło się niewinnie od czterech odcinków „Conversations with a Killer: The Ted Bundy Tapes”. Potem pojawiło się osiem odcinków „Manhunt: Unabomber”, dziesięć odcinków „The Mist”, a na koniec stało się to czego najbardziej się obawiałam. Znalazłam serial, który ma więcej niż jeden sezon. „Orange Is the New Black” ma ich sześć. Nie trzeba mieć zatem telewizora, żeby marnować mnóstwo czasu na oglądanie jakiś głupot. Jeżeli macie jakieś ciekawe tytuły do polecania, to oczywiście jako serialowy narkoman, będę za nie wdzięczna.





Sukienka – Free People
Torebka – Mango
Buty – Free People
Naszyjnik - Katie Mullally



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za komentarz