Przyciski

niedziela, 8 października 2017

Co warto zobaczyć podczas wakacji na Lanzarote?

Planując wakacje ponad pół roku temu, nie miałam pomysłu na żadne konkretne miejsce. Jedynym kryterium poszukiwań była ładna pogoda na jesieni, co wcale szczególnie nie ograniczyło pola manewru. Z jednej strony chciałam żeby były ładne plaże, na których można by się wylegiwać na słońcu, z drugiej wiedziałam, że tego typu spędzanie czasu szybko zacznie mnie nudzić i będę potrzebowała również innych atrakcji. Całkiem przypadkiem natknęłam się na zdjęcia z Lanzarote. Wcześniej Wyspy Kanaryjskie kojarzyły mi się raczej z kurortami dla turystów i wyborem hoteli z all inclusive. Drinki z palemką przy basenie, to jednak coś zupełnie nie w moim stylu. Właśnie dlatego Lanzarote, jej niezwykła roślinność i oryginalny krajobraz, sprawiły, że zaczęłam myśleć o wyborze właśnie tego kierunku na wakacje.





Kostium kąpielowy - BOUND BY BOND EYE

Z atrakcjami jak się okazało, może być równie ciężko, co z zaklepaniem leżaka przy basenie w popularnym hotelu. Z powodu niesamowitych tłumów, zrezygnowałam chociażby z oglądania jaskini (Jameos del Agua). Za to już tak dużym zainteresowaniem nie cieszył się ogród kaktusów (Jardin de Cactus), który był od samego początku na szczycie listy miejsc, które chciałam zobaczyć. Ponad tysiąc gatunków kaktusów w jednym miejscu, dla takiej fanki tych oryginalnych roślin jak ja, to nie lada gratka. Nie zrezygnowałam również z oglądania zielonego jeziora (Charco Verde) i w sumie tam okazało się, że jednak plaże, które dotychczas strasznie mnie nudziły, mogą być ciekawsze niż oglądanie innych cudów natury. Zaraz obok skarpy, z której można podziwiać zbiornik z zieloną wodą, jest zejście na piękną kamienistą plażę, na której stoją kolorowe łódki.



Top - Zara
Dół od kostiumu kąpielowego - TOPSHOP
Koszyk - ANIA KUCZYŃSKA
Okulary - Lanvin x H&M

Niedaleko zielonego jeziora w El Golfo można znaleźć również inne plaże pokryte czarnym kamieniami. Co ciekawe większość z nich nie jest w ogóle odwiedzana przez turystów. Czas spędzony na plaży (Playa Montaña Bermeja) był zatem wyjątkowy nie tylko ze względu na krajobraz, ale właśnie niesamowity spokój, który gwarantował brak jakichkolwiek osób wokół.




Kolejnym odkryciem na Lanzarote, była znaleziona dzięki zdjęciom na Instagramie, plaża dla surferów (Playa de Famara). Pierwszy raz wybraliśmy się na nią w sobotę. Jak się okazało pewne prawidłowości są ujednolicone dla całego świata. Tak jak w Polsce, pogoda psuje się na weekend, tak również było w przypadku Lanzarote. Sobota i niedziela, to były jedyne dni brzydszej pogody, podczas której wiał wiatr i temperatura spadła zaledwie do 23 stopni! Wtedy byliśmy przekonani, że czerwona flaga i wysokie fale, z których korzystali surferzy, to zasługa właśnie chwilowego pogorszenia pogody. Jak się później okazało, Famara rządziła się własnymi prawami i pomimo, że w Costa Teguise, w którym mieszkaliśmy, było zerowe zachmurzenie i znikomy wiatr, tak na tej plaży pogody wcale nie różniła się od tej zastanej w weekend. Miało to jednak swoje zalety, bo Famarę bez trudu mogliśmy dodać do kolejnego raczej mało odwiedzanego przez turystów zakątka wyspy, w którym mogliśmy w spokoju odpoczywać. Czysty i drobny piasek, a także tafla wody tworząca na plaży nieustanne lustro, to niewątpliwie cechy, dzięki którym stała się moim ulubionym miejscem na Lanzarote.